-=:1:=-

  -Oliver?-powiedziałam do brata który był mega zajęty mizianiem się z randomową dziewczyną. -Jak zwykle zajęty...-mruknęłam i spojrzałam w lusterko Jeepa.

  Tak jeżdżę Jeepem, i jestem z tego dumna, choć kolor mnie nie zachęca do jazdy nim, ale samo przemalowanie go kosztowałoby mnie całt mój majątek, czyli w sumie mogłabym oddać tyle samo wartego jeepa i bym miała kase na pomalowanie ścian w swoim pokoju.
  Mam dwoje rodzeństwa, Oliviera i starszego brata Lokiego. Co prawda jestem jedynym prawnym opiekunem, choć Loki nawet się do nas nie przyznal.
  Z przyczyny która zdażyła sie kilka godzin temu, Loki wyznał mi że mnie nienawidzi bo przypominam mu matkę, tak naszą rodzoną matkę. Zginęła w pożarze domu. Wracamy do naszego rodzinnego miasteczka, Becon Hills.
  Ja pójdę do szkoły razem z Olivierem, trecia klasa liceum nie zapowiada się na zbyt dobry oczątek.

  Ludzie znają się całe wieki, a ja muszę zaczynać od nowa.
  -Oliver!-wrzasnęłam na irytujące mnie dźwięki dochodzące z tylnej części samochodu.

  Oliver sie podniósł ze swojej koleżanki. Natomiast ja stanęłam na poboczu, wysiadłam ze strony kierowcy. Otworzyłam bagażnik i wyciągnęłam dziewczynę za włosy, miedzy innymi wysłuchiwając Olivera.
  Kiedy dziewczyna sie ocknęła byłam już w samochodzie, prubowała wejść do auta lecz ja to przewidziałam i ruszyłam z impetem.
  Błoto oblazło jej po całej wyjściowej sukience. W duszy sie zaśmiałam ale Oliver mnie jeszcze dobił po Lokim.
  -Szurnięta jesteś?!-krzyknął na mnie.-po co sie mna przejmujesz...
  -Sprawuje nad toba opiekę bo jesteś niepełno...
  -Wolę Lokiego od ciebie, on bynajmniej jest lepszy niż debilna siostra która wszystkiego zakazuje!-krzyknął na mnie.

  Poczułam się źle, co prawda to prawda bo to ja Lokiego opieprzyłam za jego zachowanie w stosunku do Olivera. Cała prawda - choc bardzo bolesna - spczywała na mnie, na moich barkach.
  Czułam jak w gardle rosnie mi gula, miałam ochote się rozpłakać,  powstrzymałam to dopuki nie wytrzymałam i mi puściły emocje.

  Naburmuszony Oliver siedział z twardą miną z tyłu, puki nie zobaczył mojej twarzy w lusterku. Jego twarda mina zmieniła się w miękką, zaczął mruczec pod nosem lecz nie słyszałam co tak naprawdę mruczał.
  -Mela...
  Szepnął lecz miałam to gdzieś.
  -Mela ja nie chciałem aby cie to bolało... wiem że jest ci trudno.
  -Nie wiesz jak mi jest trudno! Po stracie rodziców to wszystko wam oddawałam-wysyczałam prze łzy. 
  Pół godziny później byliśmy już w Becon Hills. Z jednej strony byłam padnięta a z drugiej złość na Lokiego po trochu narastała.
  -Gdzie jesteśmy?-ziewnął Oliver.
  -W becon Hills...-mruknęłam.
  -Przepraszam...
  -Nic sie nie stało, jutro zadzwonię po Lokiego i poproszę go aby cię zabrał-powiedziałam całą prawdę.
  -Ale ja nie chcem z nim być... ja chcę z tobą zostać!-podniusł niedość że głos to i jeszcze wzrok.

  Przeszedł do przodu i usiadł na miejscu pasażera obok mnie.
  -No to pieknie...-mruknęłam pod nosem stając na czerwonym świetle.
  -Mela..-pokazał palcem na samochód obok.
  -Nie co ty robisz!-krzyknęłam do brata który właśnie otwierał okno w strone dwóch chłopaków.
  Chłopak który się odwrócił w naszą stronę od strony kierowcy uśmiechnął sie a w jego policzkach ukazały się dołki.
  -Emm... hej?-odchrząknął chlopak-Fajny Jeep, twoj?-spytał.
  -Nie, mojej siostry-wskazał na mnie.
  -Hej...

Urwał bo ruszyliśmy z impetem na zielonym świetle.
  -Co jest? Co ci w ogóle odbiło?!-krzyknęłam na Olivera.
  -Urwałaś mi troche więc postanowiłem cie dogonić...-wyjęczał chłopak z drugiego Jeepa.

Tak wyglądał ten co siedział na siedzeniu kierowcy.
  -Może...
  -Sorry ale...
  -Ale zgadzamy sie na wszystko
   -Nich no ja tylko przyjade do domu...
  -Twoj chlopak?-spytał dysząc.
  -Nie brat... mlodszy... - jeknęłam.
  -Chodzisz do Beacon Hills High School?-wysapał.
  -Od jutra...-mruknęłam.
  -Jak sie nazywasz?-spytał -Stiles-uśmiechnął się do mnie.
  -Melania, a to Oliver mój młodszy brat.
  -Fajnie ja nie mam rodzeństwa-powiedział. - To do jutra Mela.
  -No do jutra...

  Resztę drogi przejechaliśmy sami, ponieważ Stiles i jego koleszka musieli już odjechać. Z jednej strony miałam ochotę już zabic Oliviera ale jednak ten pomysł odszedł gdzieś na bok.
  W końcu w domu...
  Co z tego że jestem spokrewniona z Derekiem Halem, jutro z nim pogadam na temat mieszkania tu.
  Wydiadłam z samochodu i pomaszerowałam do bagażnika. Nagle ktoś mnie złapał za ramiona od tyłu. Złapałam tego kogoś i rzuciłam go na ziemię.
Odwróciłam się i ujrzałam Dereka.
  -O matko święta Derek!-wrzasnęłam a Olivier się zbudził.
  -Ugh...-sapnął i prubował się podnieść z podjazdu.
  -Myślałam że to gwałciciel...-wymamrotałam otrzepując go.
  -Też bym tak myślał, witamy w Beacon Hills!-szepnął i się przytuliliśmy.
  ~Emm... Mela kto to jest?-spytał zaspany Oliver.
  -To jest Derek, możesz go nie kojarzyć...-oczywiście że on może go nie kojarzyć b ojak miał dwa lata wtedy się z tąd wyprowadziliśmy.
  -Pomogę wam sie rozpakować...-otworzył bagażnik a w nim powgniatane torby. Spojrzał na mnie i Olivera.
  -To nie ja...-wysapałam i wskazałam na Olivera-przysięgam, wywlokłam ją z bagażnika i zostawiłam na środku drogi-sapnęłam.
  -No dobra...-powiedział.

***

-Oliver! - krzyknęłam z pokoju aby sie już obudził.

  Wpadłam do szafy i wyciagnęłam kilka ciuchów z czego ubrałam na siebie to:

  Wbiegłam do Olivera do pokoju lecz go tam nie znalazłam. Zbiegłam na dół do kuchni lecz na stoliku były tylko kanapki z karteczką:

Czekam na ciebieprzed domem
                              Oliver<3

  Wzięłam kanapki do torby i wyszłam zamykając dom za sobą klucz.
  ~No okej powiem jej...-powiedział Oliver przechodząc przez jezdnię.
  Po drugiej stronie stał Stiles przy swoim Jeepie i mi pomachał.
  -O Jesteś, masz kanapki które ci zrobiłem?-spytał a ja cofnęłam sie z Jeepa.
  -Tak mam...-...już sobie poszedł?-spytałam.
  -Co siostra?-chlapnął Oliver- Zabujałaś się w nim?-spytał.
  -Nie a skąd..
  -Widzę przecież, nie musisz udawać, po prostu powiedz co czujesz, Mela-szepnął.
  -Wolę nie...
  -Bo co bo boisz się odrzucenia czy myślisz że mu zależy na przeleceniu cię?-powiedział.-Wiem. Boisz się ze skrzywdzi cie tak samo jak Mike.

  Prawda choć bywa bolesna była prawdą, Mike był moim byłym lecz kiedy mnie zranił nie chciałam sie z nikim związyć nie dłużej niż przyjaźń bo bałam się zranienia fizycznego i psychicznego.

  -Mogę ja poprowadzić?-powiedział Oliver i wsiadł na fotel pasażera.

***

  -O, BOŻE!-krzyknęłam bo jakiś baran wpadł nam na drogę na parkingu szkolnym.
  -Nic ci nie jest?-spytał Oliver a ja pokiwałam głową-Trzymaj-podał mi klucze od Jeepa i sie uśmiechnął.
  -Dzięki-powiedziałam.-o nie...
  -Jasna Cholera...-powiedział Oliver i popatrzył w moją szybę.

  Obok nadjechał niebieski Jeep stilesa. Spojrzał na mnie i pomachał. Wszyscy się patrzyli na naszą trujkę, na szczęście miedzy nas wjechał jego kolega na crossie. Uratowana.
  -Wysiadaj!-powiedziałam do Olivera i go szturchnęłam aby weszedł od swojej strony.
  -Co?
  -Wysiadaj!-krzyknęłam i wysiadłam od jego strony.
  -Czemu go unikasz?-zapytał Oliver.
  -Ja go wcale nie unikam...-zaprzeczyłam i urwałam.
  ~Wszystko okej?-spytał Stiles podchodząc do mnie.
  -Mmm...-nie wiem co we mnie wstąpiło że mruknęłam na jego widok.
  -M-Mela?-skrócił moje imię Stiles.
  -Sory musimy już iść!-wrzasnął Oliver i pobiegł pchajac mnie z torba w rękach do szkoły.
  -Dzięki...-urwałam bo wpadłam na chłopaka który mnie w ostatniej chwili złapał.-Patrz jak chodzisz-zatrzymałam Olivera bo inaczej jego mała postura rzuciłaby się na wielkiego olbrzyma.
  -To ty wpadłeś nam pod maskę!-wysyczał Oliver.
  -Puścisz mnie?-spytałam i poprosiłam aby mnie puscił ten wielki goryl.
  -Tak przepraszam...-powiedział i mnie puscił lecz po chwili poczułam jakby ktoś skrę al mi brzuch od środka.
  -Ała...-syknęłam z bólu a nogi sie pode mną ugięły.
 

Znowu mnie złapał i podtrzymał.
  -Pójdę do pielęgniarki-wyjąkałam.
  -Co jest?-spytał Stiles podbiegajac do mnie i przechwytując od wielkiego goryla.
  -Do pielęgniarki...-sapnęłam łapiąc sie za brzuch.

***

  -Wszystko w porządku?-spytał.
  -Siedziałeś tu przez dwie lekcje?-spytałam-Sory glupie pytanie i nawet nie odpowiadaj...
  -Mela?-powiedział Derek.
  -Derek?-powiedział Stiles.
  -To wy się znacie?-spytałam.
  -Tak, niestety...-powiedział z sarkazmem Stiles.
  -Czemu niestety?!-powiedział Derek a Stiles przewrócił oczami.
  Mruknęłam że chcę jechać do domu a Stiles i Derek rzucili sie na siebie bo oboje chcieli mnie zawieść.
  -Dobra pojadę sama...-powiedziałam.
  ~Nie!-krzyknęli razem aż podskoczyłam.
  -Chlopaki źle się czuje, i chciałabym uniknąć z wami kłopotów...-usiadłam na wolnym krzesłku ponieważ mocniej mnie zabolało.
  -Ja muszę iść...-powiedział Derek i pożegnał się ze mną.
  -Idę do łazienki, zaraz wracam...
  -Poczekaj co? Nie zostawie cię!-powiedział Stiles i złapał mnie za rękę.
  Takiego uczucia wcześniej nie doznałam, złapał mnie za rękę, tak po prostu.
  -Cos się stało?-moje oczy wypełniły się łzami.
  -N...-nie mogłam wydusić z siebie ani  jednego słowa.
  -Mela coś cie boli?-spytał desperowany Stiles.
  -T-tak...-wysyczałam przez ból.
  -Zawiozę cie do domu ale najpierw łazienka...

***

 

Danh sách chương: